„Liberalizm to nie wolność…” David Hume – prekursor nihilizmu

„Liberalizm to nie wolność…” David Hume – prekursor nihilizmu

Portal Prokapitalizm.pl publikuje fragment najnowszej książki Jakuba Wozinskiego pod tytułem: „Liberalizm to nie wolność, czyli libertarianizm dla rozsądnych”. Książka została napisana w formie leksykonu. Autor, w znany sobie z wcześniejszych książek sposób, pisze niekonwencjonalnie o liberalnych autorytetach mówiąc, że jego książka mogłaby równie dobrze mieć tytuł „Niebezpieczne związki liberałów” nawiązując do znanej serii książek Wojciecha Sumlińskiego.

W alfabecie Jakuba Wozinskiego czytelnik znajdzie m.in. takie hasła: Abolicjonizm, Barbarzyńcy, Dyskryminacja, Geopolityka, Don’t tread on me, Fałszywy przyjaciel wolności, Wiedźma z Leningradu, Kolonializm – łącznie 99 dłuższych lub krótszych esejów.

David Hume – oświecony pączek

Nędzne życiorysy takich symboli Oświecenia jak Rousseau czy też Wolter są dość dobrze znane. Żywot kluczowej postaci brytyjskiego Enlightenment – Davida Hume’a – przyciąga zazwyczaj mniejszą uwagę.

W polskiej kulturze intelektualnej krytykuje się najczęściej francuskie Oświecenie, gdyż upatruje się w nim intelektualny wstęp do tragedii rewolucji francuskiej. Anglosaski odpowiednik tego samego zjawiska bywa także krytykowany, lecz w mniejszym stopniu, ponieważ na Wyspach Brytyjskich zamiast komunistycznego egalitaryzmu wybrzmiał najmocniej klasyczny liberalizm Adama Smitha. Intelektualne skojarzenia nakazują nam więc większą przychylność wobec przedstawicieli brytyjskiego „wieku rozumu”, szczególnie, iż niemal cała tradycja liberalizmu gospodarczego ochoczo sięga po jego szkocką odmianę, w ramach której Francis Hutcheson, Adam Smith i jego dobry kolega David Hume zaliczani są do panteonu.

David Hume to jednak fatalny materiał na intelektualnego herosa. Jego postawę można streścić jako doprowadzenie protestanckiej rewolucji do logicznego końca. Podczas gdy w XVI wieku Kalwin, Zwingli, Servette, Luter czy Knox wzniecili radykalny bunt przeciwko tradycji i wierze, Hume zapoczątkował rewolucję przeciwko ich dziedzictwu i zapoczątkował erę postmodernizmu, ateizmu i nihilizmu. Jako pierwszy dał tak wyraźny sygnał, że nadchodzi nowa epoka, w której jedynym dogmatem jest możliwość zakwestionowania absolutnie wszystkiego.

Krótkie noty biograficzne filozofa z Edynburga wspominają zazwyczaj, że swoje pierwsze dzieło, „Traktat o ludzkiej naturze”, ogłosił w wieku zaledwie 27 lat. Dziś jest ono podstawową czytanką na wszystkich wydziałach filozofii na świecie, lecz niemal nikt nie wspomina, że Hume napisał je bez zapoznania się z dotychczasową tradycją filozoficzną. Jest to zjawisko typowe dla wszelkiego rodzaju rewolucjonizmu, że przywódcy buntu są na ogół ludźmi młodymi, którzy nie zagłębili się nigdy w wystarczającym stopniu w historię. Opierając się na własnych wyobrażeniach i ignorancji bez wahania burzą dorobek wcześniejszych pokoleń.

Urodzony w 1711 roku Hume poruszał się po świecie filozofii po omacku tak jak w życiu osobistym. Gdy miał dwa lata umarł mu ojciec, a matka nie związała się już z żadnym mężczyzną. Rolę ojca próbowali pełnić wujowie i znajomi rodziny, lecz ich zamiłowanie do alkoholu i prostytutek nie było w stanie zapewnić młodemu chłopcu odpowiedniego wzorca. Jego starszy brat, John, był szykowany do przejęcia roli zarządcy rodzinnego majątku, lecz młodym Davidem nikt nie potrafił pokierować.

Jako 12-latek Hume wstąpił w mury Uniwersytetu w Edynburgu, gdzie dokonywała się właśnie tzw. liberalna rewolta przeciwko twardogłowym, kalwińskim radykałom. Tzw. „high flyers” chcieli powrotu do zasad pierwotnego, radykalnego kalwinizmu, z kolei frakcja postępowa chciała dostosować protestancką rewolucję do współczesności i to właśnie z nią sympatyzował Hume i jego przełożeni. Adeptów uczelni aktywnie zachęcano do tego, aby stawali się wolnomyślicielami kwestionującymi zastany porządek. Poddany tej indoktrynacji, już w wieku 14 lat Hume pisał w eseju o rycerskości tonem oskarżycielskim wobec chrześcijaństwa, które miało rzekomo zniszczyć całą tradycję antyczną.

Studia w szkockiej stolicy przerwał pożar rodzinnego mieszkania. Hume oddał się samodzielnym studiom filozofii, oszukując przez jakiś czas rodzinę, że odbywa praktykę adwokacką. Gdy później powrócił na wieś do rodzinnego domu nadal intensywnie rozmyślał nad światem, lecz w wieku 18 lat zachorował na depresję. Taki obrót spraw nie dziwi biorąc pod uwagę to, że lektura dzieł Bayle’a, Fenelona, czy też Woltera nauczyła go wątpić w niemal wszystko.

W 1734 roku Hume wybrał się do Francji. Po krótkim pobycie w Paryżu i Reims na swoją siedzibę obrał miasteczko La Fleche, w którym mieściło się kolegium jezuickie wraz z doskonale wyposażoną biblioteką (wcześniej nauki pobierał tam Kartezjusz). „Czerwona książeczka brytyjskiego Oświecenia” powstawała więc w przybytku ufundowanym na potrzeby walki z reformacją. Szkot nie czytał jednak dzieł prawdziwych mistrzów filozofii, lecz nowinkarzy i wywrotowców, utwierdzając się jedynie w swoim ideologicznym skrzywieniu. Inna sprawa, że zakon założony przez św. Ignacego był już wtedy tak bardzo zdeprawowany, że zamiast walczyć z Baconem czy Wolterem skupował do swoich bibliotek ich dzieła i uważnie je studiował.

W styczniu 1739 roku słynny „Traktat o naturze ludzkiej” ujrzał wreszcie światło dzienne. Hume upodlił w nim rozum do roli niewolnika uczuć i zakwestionował – jak mu się zdawało – zasadę przyczynowości i niecierpliwie wyczekiwał, aż oświecone elity uznają w nim wielkiego filozofa. Uznanie przyszło znacznie później niż się tego spodziewał, dlatego przez kolejne dwie dekady filozof musiał szukać zatrudnienia w administracji państwowej (jako asystent polityków lub dyplomata). (…)

Więcej na: ProKapitalizm.pl