Intratny biznes na narkotykach cyfrowych

Konstruowanie i-dosów, a następnie ich sprzedawanie stanowi nie lada opłacalny interes.

Przykładowo witryna I-Doser oferuje w sprzedaży przeróżne składanki dosów, każda oczywiście przeznaczona do innego celu.

Na początku 2015 roku na jednej z internetowych witryn udostępniono płytę artysty zwanego Xawier Mondon, z której można wysłuchać, bądź pobrać na indywidualny nośnik, siedem darmowych kompozycji dźwiękowych typu e-drugs, które noszą znamienne nazwy środków przyjmowanych w „celach rekreacyjnych” tj. Kofeina, Adrenalina, Eter, Morfina, Nikotyna, Poppers i Teombromina.

Wprowadzono nawet androidową aplikację Digipill, która umożliwia korzystanie z tego plików dźwiękowych odblokowujących podświadomość i zmieniających percepcję. Oczywiście tylko część plików jest darmowa, za resztę trzeba wnieść stosowną opłatę.

Czasami stawka ta waha się od 50 do 150 zł za jednego i-dosa.

Darmowe pliki wciąż są jednak udostępnione na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter) oraz w serwisie YouTube. A oto i przykłady wraz z ich rzekomymi właściwościami, które po odsłuchaniu mają wywołać efekty podobne do tych po zażyciu np. marihuany, LSD czy ecstasy.

Efekt opium:

Efekt LSD:

Efekt marihuany:

Efekt ecstasy:

Spory wokół działania

Działanie i-dosów jest sprawą sporną. A spór oczywiście dotyczy „zwykłych użytkowników/konsumentów” oraz naukowców.

Ci pierwsi twierdzą, że to naprawdę działa i na dowód tego opisują na forach internetowych swoje doznania, a nawet wręcz zachęcają do podejmowania tego rodzaju aktywności.

Jednak tak naprawdę nie ma naukowego potwierdzenia, że obuusznie prezentowane tony jakkolwiek rzeczywiście wpływają na nasz umysł i organizm w taki sam sposób jak narkotyki.

Nie ma też badań naukowych, które potwierdzałyby, że powinniśmy się bać dźwięków, które są tworzone, reklamowane i sprzedawane jako cyfrowe narkotyki.

W rzeczywistości eksperci zajmujący się uzależnieniami nie są w stanie wypowiedzieć się jednoznacznie na temat potencjalnych zagrożeń związanych z cyfrowymi narkotykami.

Doświadczenia, jakimi dzielą się w sieci „słuchacze i-dosów”, które do złudzenia przypominają te po odurzeniu narkotykowym, są efektem placebo, wynikiem autosugestii.

Osoby te specjalnie przygotowują się do tego rodzaju „seansów dźwiękowych”.

Budują odpowiedni klimat w pomieszczeniu (gaszą światła, zapalają świeczki i kadzidełka), ograniczają wszelkie rozpraszające je bodźce i poprzez całkowite skupienie się na oczekiwanych doznaniach wprowadzają się w stan hipnozy.

Cały czas mają jednak w głowie to, jaki efekt ma wywołać dana sekwencja dźwięków, bo jak już wspomnieliśmy wcześniej, pliki są najczęściej dokładnie opisane i nazwane tak jak narkotyki, których działanie mają przypominać.

Pamiętajmy, że do sieci trafiają pliki dźwiękowe niewiadomego pochodzenia, tworzone przez hochsztaplerów, którzy reklamują je jako nadzwyczajne, jedyne w swym rodzaju, wywołujące niesamowite efekty.