pon. Lip 22nd, 2019

Świat

Codziennie nowe wiadomości o polityce oraz wydarzeniach z całego świata

Jan Kulczyk żyje i ukrywa się na Bali pod zmienionym nazwiskiem? Burza po słowach doradcy prezydenta Dudy

Nie ustają spekulacje na temat tego, czy Jan Kulczyk żyje. W sprawie tajemniczej śmierci najbogatszego Polaka powstało już wiele teorii spiskowych. Co ciekawe głos w tej sprawie zajmują także politycy i doradcy.

Jan Kulczyk zmarł po nieudanym zabiegu w Austrii w 2015 roku. Tak „błaha” śmierć najbogatszego wówczas Polaka sprawia, że na temat Kulczyka pojawia się wiele teorii spiskowych, które są nie tylko domeną Internautów, ale także polityków i doradców.

Kulczyk tuż przed śmiercią zakończył nagle swój związek z Joanną Przetakiewicz. Biznesmen miał także otrzymywać pogróżki o czym dowiadujemy się z taśm od Sowy i Przyjaciół, z kolei przedstawiciele służb mieli powiedzieć Kulczykowi, iż nie będą go w stanie dłużej chronić.

Spekulacje nakręciło odnalezienie w ubiegłym roku we Francji ukraińskiego Oligarchy, który również miał być martwy tymczasem pławił się w luksusach na jednym z zamków. Jedna z teorii dot. Jana Kulczyka głosiła, że właśnie we Francji – a konkretnie w Nicei – ukrywa się miliarder.

Jednak wątpliwości co do śmierci Jana Kulczyka mają nie tylko anonimowi Internauci. – Nie żyje, przynajmniej taka jest wersja oficjalna, Jan Kulczyk. Przyszłość pokaże, czy w tej sprawie nie ma jeszcze jakiegoś drugiego dna – tak mówił w 2016 roku wicepremier Jarosław Gowin.

Teraz oliwy do ognia dolał w Radio Plus prof. Andrzej Zybertowicz – doradca Prezydenta Andrzeja Dudy. W audycji prowadzonej przez Rafała Ziemkiewicza, Zybertowicz stwierdził, że Oligarcha Number One niedawno zmarł, albo raczej, być może, żyje sobie gdzieś na Bali pod innym nazwiskiem.

Te słowa wywołały oczywiście burzę. Prof. Zybertowicz został poproszony o komentarz do nich przez „Fakt 24”. Doradca Prezydenta Dudy zaczął się jednak nieco wykręcać. – To była żartobliwa spekulacja – odpowiada prof. Zybertowicz.

Źródło: fronda.pl/nczas.com

Dramat Ewy Minge. Projektantka trafiła do szpitala. Przeszła poważną operację

Na profilu Ewy Minge na Instagramie pojawił się bardzo niepokojący wpis. W ostatni weekend znana projektantka trafiła do szpitala we Wrocławiu, prosto na blok operacyjny.

O kłopotach ze zdrowiem Ewy Minge wiadomo od dawna. Ostatnio jednak było z nią naprawdę źle i potrzebna była interwencja chirurgiczna.

– Życie czasem rzuca nas na kolana. Mnie ostatnio rzucało regularnie z bólu. I tylko na klęczkach dosłownie, dawało się to przetrwać. W niedziele trafiłam w końcu do szpitala i od rana była już akcja ratowania mojego zdrowia – napisała na swoim profilu na Instagramie.

Gwiazda nie podała na jaką dolegliwość cierpi, jednakże ze zdjęcia można wywnioskować, że było to coś poważnego. Jest jednak pewna wskazówka. Otóż leczeniem projektantki zajął się chirurg proktolog dr Jerzy Rudnicki, który specjalizuje się w leczeniu schorzeń proktologicznych.

Zabieg zakończył się sukcesem. Przed tygodniem Minge pisała, że czasami korzysta z pomocy przyjaciółki fizykoterapeutki, która ratuje jej „pokiereszowany kręgosłup”.

– Jak widać mój organizm uznał, że skoro remontuje kamienicę, to da mi znać, czego gołym okiem nie dostrzegę – napisała Minge.

Swoje wsparcie przekazuję Ewie Minge liczne gwiazdy z nią zaprzyjaźnione. Są to m.in. Grażyna Wolszczak, Małgorzata Rozenek-Majdan, Joanna Racewicz czy Magda Steczkowska.

Źródło: Instagram

Szokująca przepowiednia ojca Klimuszki o III wojnie światowej. W Polsce zginą miliony. „Może pięć, może dziesięć procent jest skazane”

Znany franciszkański zielarz i wizjoner z Polski, o. Czesław Klimuszko znany jest z wielu wizji, które – w przekonaniu wielu osób – wypełniły się. Franciszkanin podzielił się swego czasu wizją Polski, która nie jest wcale taka zła, jak może się wydawać.

O. Czesław Klimuszko przewidział inwazję islamskich imigrantów do Europy czy też wybór Karola Wojtyły na papieża Kościoła katolickiego. Żyjący w XX wieku wizjoner uważał też, że wybuchnie III wojna światowa „kiedy zawarte będą wszystkie traktaty i będzie otrąbiony trwał pokój”.

Franciszkanin miał też wizję przyszłości naszego kraju, która – jak sam podkreślał – na tle innych będzie niezwykle bezpiecznym i szczęśliwym miejscem. W kontekście III wojny światowej, znaczna część Europy zostanie zniszczona i zrujnowana.

– Nasz naród powinien z tego wyjść nie najgorzej. Może pięć, może dziesięć procent jest skazane. Wiem, że to dużo, że to już miliony, ale Francja i Niemcy utracą więcej. Italia najwięcej ucierpi. To Europę naprawdę zjednoczy. Ubóstwo zbliża – mówił o. Klimuszko.

– Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości – ujawnił Klimuszko.

Krótko przed swoją śmiercią dodał w tym kontekście, że „kraj ten oczekuje lata świetności”.

– Jest to obecnie szczęśliwe miejsce. Gdybym miał się drugi raz narodzić, chciałbym przyjść na świat tylko w Polsce. Niech Polacy z całego świata wracają nad Wisłę. Tu się im nic nie stanie – przekonywał franciszkański wizjoner.

Źródła: gloria.tv/fakt.pl/nczas.com

Przełomowe odkrycie naukowców. Przetłumaczono najstarszy tekst pisany ręką chrześcijanina

To będzie jedno z najważniejszych odkryć ostatnich lat. Naukowcy z uniwersytetu w Bazylei twierdzą, iż odczytali najstarszy list pisany ręką chrześcijanina. Według źródeł miał pochodzić z 230 roku n.e., a to oznaczałoby, że jest o około 50 lat starszy niż wcześniejsze tego typu odkrycia.

Jak informują naukowcy, fragment, który udało im się odczytać to zapis na papirusie, w którym mężczyzna o imieniu Arrianus pisze do swojego brata Paulusa. Grek pisze w nim m.in. o życiu codziennym. Informuje chociażby o politycznych plotkach, czy też nowym obiekcie sportowym, który powstaje w jego miejscowości.

Wyślij mi olej rybny, taki jaki uznasz za najlepszy – możemy przeczytać w liście.

Jak twierdzi historyk Sabine Huebner, odkrycie jest niezwykle ważne między innymi ze względu na zawarte w nim poglądy i opis kontaktów między rodziną. Huebner, uważa także, iż list daje nam zupełnie inny pogląd na wczesne losy chrześcijaństwa. Jak pisze historyczka, wynika z niego m.in. to że chrześcijanie pod władaniem Rzymian musieli mieć większą swobodę niż nam się wydawało.

Tym samym, według naukowców, obalono mit, iż wcześni chrześcijanie byli wyłącznie z najuboższych warstw i ukrywali się w jaskiniach. Tekst ewidentnie wskazuje, że piszący go człowiek był zamożny i piśmienny, co w tamtym czasie oznaczało bardzo wysoki status społeczny.

Źródło: University of Basel / NCzas.com

W kilkudziesięciu miastach w Polsce można wypożyczyć… transwestytę. „Apogeum ofensywy LGBT”

W ramach projektu „Żywa Biblioteka” w kilkudziesięciu miastach w Polsce zamiast książek można wypożyczyć ludzi, z którymi można porozmawiać. „Żywe Książki” mają promować różnorodność i równość. W „ofercie” znajdują się m.in. homosekualiści, biseskualiści, transpłciowcy, ale także księża, ateiści, weganie, wegetarianie i feministki.

Inicjatywa wspierana jest m.in. przez Stowarzyszenie Diversja, czy Stowarzyszenie Lambda, a finansowanie pochodzi głównie z Fundacji Batorego i Funduszy Norweskich. Przez pewien czas parterem projektu była także Polska Fundacja Dzieci i Młodzieży.

W katalogu Żywej Biblioteki znajdziemy pozycje takie jak: Amerykanin, Arab, ateista, buddysta, były bezdomny, były więzień, były narkoman, dyslektyk, osoba homoseksualna, osoba biseksualna, osoba transseksualna/osoba transgenderowa, osoba na wózku, feministka, katolik, ksiądz, osoba niewidząca, osoba niesłysząca, osoba zakażona HIV, osoba chora na AIDS, osoba z zespołem Downa, osoba ciemnoskóra, osoba chora na schizofrenię, hindus, osoba bezdzietna z wyboru, osoba wytatuowana, muzułmanin, nastoletnia matka, Rom, rodzic dziecka niepełnosprawnego, rodzic dziecka z in vitro, Rosjanin, singielka, samodzielna matka, trzeźwiejący alkoholik, poganka, uchodźca, wychowanek/wychowanka domu dziecka, wegetarianin, weganin, zakonnica, Żydówka/Żyd oraz żołnierz.

Nikodem Bernaciak z Zespołu Analitycznego Centrum Analiz Legislacyjnych Instytutu na rzecz kultury prawnej Ordo Iuris na antenie Telewizji Republika ocenił, że „obecnie mamy do czynienia z apogeum ofensywy LGBT”.

Żywe Biblioteki już działają na terenie Polski. 27 czerwca w ramach Opolskiego Festiwalu Miłości Stowarzyszenie Tęczowe Opole zorganizowało takie wydarzenie, którego partnerem była Miejska Biblioteka Publiczna w Opolu. W katalogu „żywych książek” znaleźli się: były więzień, gej, Turek, osoba transpłciowa, mama osoby niebinarnej (osoby, która nie wytworzyła, nie otrzymała albo zrezygnowała z identyfikacji rodzajowych – tożsamości opartych na rozróżnieniu płci biologicznych: męskiej i żeńskiej – przyp. red.). Wydarzenie sfinansowała Fundacja Batorego założona przez George’a Sorosa.

Podobne wydarzenie odbyło się 22 czerwca w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie. Swoim patronatem objął je Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

– Nie ma daty przełomowej w oswajaniu polskiego społeczeństwa z treściami ruchu LGBT. Z opracowania, które przygotowaliśmy w ubiegłym roku dotyczącym ruchu LGBT, że „Żywa Biblioteka” we Wrocławiu odbywała się w 2008 roku. Ten ruch docierał najpierw do dużych miast a później pojawił się w innych, mniejszych miejscowościach. Pod pozorem lekcji tolerancji organizowanych najczęściej w miejskich bibliotekach oswaja się osoby w bardzo różnym wieku z agendą LGBT. Obecnie mamy do czynienia z apogeum tej ofensywy – podkreślił Nikodem Bernaciak z Ordo Iuris.

Źródła: Telewizja Republika/zywabibliotekapolska.pl

Dwa razy wygrał po milionie na loterii. Takie szczęście nie sprzyja każdemu

Mężczyzna pochodzący z Francji miał na tyle szczęścia, aby dwa razy wygrać główną nagrodę w loterii jaką były dwa miliony! Zostało obliczone jaka była szansa na taką wygraną. Matematycy stwierdzili, że jest to jeden do 16 bilionów!

Pierwszą swoją wygraną główną nagrodę zawdzięcza loterii ”My Million” w 2016 roku. Jego szczęście nie zna granic. W maju dwa tygodnie temu ponownie udało mu się wygrać główną nagrodę jaką była pula 1 MILIONA! Został okrzyknięty jedynym  na Ziemi, któremu udało dokonać się niemożliwego! Tylko pozazdrościć. 

W loterii „My Million” maksymalnie można zdobyć milion euro. Liczby są wybierane przez automat. Magazyn ”Le Parisien” piszą, że zdobycie głównej nagrody w loterii to jak jeden do 19 milionów! Więc teraz wyobraźcie sobie jakie musiał mieć szczęście, żeby wygrać tą samą nagrodą w dokładnie tym samym turnieju! Po prostu wow!

Szansę na wygranie dwóch głównych nagród o wartości 2 milionów złotych wynosi jedne do 16 bilionów.

Jednak znalazł się jeden człowiek na świecie, który tego dokonał w tak spektakularny sposób! Może jeszcze kiedyś dojdzie do tego, że do francuza zapuka szczęście jeszcze większe niż do tej pory i zaoferuje mu kolejny milion? Świat jest pełen niespodzianek i nieprzewidzianych wydarzeń. 

Czytaj także: Najmniejsza wieś w Polsce szuka mieszkańców. Gospodarstwo można kupić tu za grosze.

Cała Europa wstrzymała oddech. Awaria elektrowni atomowej.

Awaria w rosyjskiej elektrowni atomowej. Dziś płynu Lugola już by nie podali

W 1986 r. po katastrofie w Czarnobylu płyn Lugola wypiło 17 mln Polaków. Miało to nas ochronić przed negatywnym działaniem radioaktywnego izotopu jodu. Mimo niedostatków udało nam się przeprowadzić akcje bez precedensu w Europie. Teraz też by się udało?

26 kwietnia 1986 r. w Czarnobylu doszło do wybuchu w elektrowni jądrowej. Dokładnie pamiętam, jak kilka dni później czekałem w gabinecie szkolnej pielęgniarki jak na ścięcie. Płyn Lugola nie był smaczny. Gęstawy, cierpki i brązowy – wywoływał wymioty u dzieciaków, które powtarzały całą procedurę. Niektóre wielokrotnie.

Ostatnia awaria w rosyjskiej elektrowni jądrowej koło Tweru przypomniała mi te wydarzenia sprzed lat. Wprawdzie eksperci nie wykryli żadnego zagrożenia, to i tak na plecach pojawiły się ciarki. Trudno się zresztą dziwić, bo atmosfera na przełomie kwietnia i maja 1986 r. była w Polsce gęsta od strachu, tak jak gęsty był wspomniany płyn Lugola

Postanowiliśmy sprawdzić, na ile jesteśmy przygotowani na podobne tragiczne wydarzenia. Czy mamy zapasy płynu na wszelki wypadek i jasne procedury. W Państwowej Agencji Atomistyki (PAA) działa Centrum ds. Zdarzeń Radiacyjnych (CEZAR). To ono jest podstawową komórką systemu bezpieczeństwa radiacyjnego kraju.

Polska energetyka jądrowa. „W Polsce nie ma firm, które się na tym znają”

– Dziś już nie stosuje się płynu Lugola. Obecnie używa się tabletek ze stabilnym jodem. Na terenie całego kraju są magazyny z tym preparatem – mówi money.pl Karol Łyskawiński, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Spraw Obronnych w Centrum ds. Zdarzeń Radiacyjnych Państwowej Agencji Atomistyki.

Odpowiadają za to lokalne centra zarządzania kryzysowego. Ilość tabletek jest pod stałą kontrolą. W zależności od obszaru i gęstości zaludnienia są różne strategie dystrybucji tego specyfiku. Mogą to być punkty spotkań zbiorowych, szkoły itp. W przypadku wystąpienia zagrożenia dla zdrowia podaje się je głównie dzieciom i kobietom w ciąży. Dorośli nie są tak narażeni, podobnie zresztą postępowano w 1986 r. Obecnie na szczęście nikt nie jest zagrożony.

– Stacje pomiarowe nie zarejestrowały żadnych wzrostów promieniowania. Wartości widoczne teraz na mapie to naturalne tło promieniotwórcze dla danych obszarów – mówi Łyskawiński. Mapa jest na stronie Państwowej Agencji Atomistyki. Dane są aktualizowane.

Największe promieniowanie jest obecnie w Sanoku, ale to zaledwie 0,121 mikrosiwertów. Na zachodzie kraju, w Legnicy, jest to już tylko 0,086 mikrosiwertów. Przy prześwietleniu nasze ciała przyjmują od 0,1 do 2,5 milisiwertów, przy tomografii już około 8. Zwracamy uwagę, że mapa pokazuje dane w mikrosiwertach, a jeden mikrosiwert to aż tysiąc milisiwertów. Możemy odetchnąć.

Płyn Lugola był niepotrzebny?

– Może być jednak tak, że dojdzie do ewakuacji, ale nie będzie wskazania do podania tabletek, bo w powietrzu będą występowały inne izotopy niż jod promieniotwórczy – tłumaczy Łyskawiński. Stabilny jod będzie rozdawany, kiedy pojawi się możliwość, że tarczyca człowieka przyjmie dawkę 100 miligrejów promieniotwórczego jodu. Tego jednego poziomu nie uda nam się odnieść do wskazań pomiarowych z mapy.

– Jednak mogę powiedzieć, że w 1986 r. przy awarii w Czernobylu nie było takiego ryzyka, do tych 100 miligrejów się nie zbliżyliśmy. Może ono nastąpić tylko w przypadku awarii w elektrowni blisko naszych granic. Po Czarnobylu troszkę zbyt pochopnie podano płyn Lugola. Jednak nie można mówić tu o błędzie. Ze względów politycznych ciągle przecież nie wiedzieliśmy, jak poważne jest zagrożenie – mówi Łyskawiński.

Na razie mówimy o elektrowniach zagranicznych, ale rząd zapowiada nawet sześć reaktorów nad Wisłą. Jak wówczas będą wyglądały zabezpieczenia ludności?

W przyszłości wokół polskiej elektrowni będą strefy interwencyjne. W promieniu ok. 5 km od niej okoliczna ludność będzie miała tabletki w domach. W promieniu ok. 20 km zapasy będą przechowywane w punktach zbiorczych, tak by można było tabletki podać jak najszybciej. Kolejnym działaniem przewidzianym w strategii postępowania na wypadek awarii w elektrowni atomowej będzie nakaz pozostania w domach czy mieszkaniach.

Jak w Czarnobylu?

– Żeby do tego doszło wskaźniki na danym terenie muszą pokazywać około 208 mikrosiwertów na godzinę. Czyli musiało by być ich ok. 2000 razy więcej niż teraz. Natychmiastową ewakuację zarządza się przy wskazaniach około 600 mikrosiwertów na godzinę. Zajmują się nią służby podległe ministrowi spraw wewnętrznych. Możliwe jest również wsparcie wojska – tłumaczy ekspert PAA.

Czasowe przesiedlenie ludności, na miesiące czy lata, dotyczy już naprawdę poważnego skażenia. W przypadku awarii w Fukushimie oznaczało to odległość do 50 km od elektrowni jądrowej. Jak uspokaja nasz rozmówca, obecnie nie ma elektrowni, która byłaby zlokalizowana tak blisko Polski.

Stałe przesiedlenie na okres 50-70 lat jest już absolutną ostatecznością. Dotyczy to jednak tak poważnych awarii, jak w Czarnobylu i najbliższego sąsiedztwa elektrowni. Jak uspokaja ekspert, obecnie stosowane technologie nie pozwalają jednak na spowodowanie takiego skażenia.

/money.pl

Likwidator katastrofy w Czarnobylu obejrzał serial HBO i… popełnił samobójstwo. „Oglądał odcinki i płakał”

Czarnobyl kolejny raz zbiera swoje śmiertelne żniwo, tym razem nie elektrownia, a serial emitowany przez HBO. Dziennikarze Daily Mail dotarli do Nagashibaia Jusupova, który popełnił samobójstwo po tym, jak obejrzał „Czarnobyl”.

Co bardzo ważne w całej historii Jusupov był jednym z setek żołnierzy rezerwy, których wysłano w miejsce katastrofy. To on, był jednym z niewielu osób, które pracowały w bezpośrednim sąsiedztwie czwartego bloku, tuż obok stale płonącego reaktora jądrowego.

Informację tę potwierdził m.in. Bakitżan Satow, szef organizacji społecznej „Inwalidzi Czarnobyla obwodu aktubińskiego”.

Jak opowiedziała córka mężczyzny, jej ojciec obejrzał bardzo dokładnie każdy odcinek serialu. Ze łzami w oczach obserwował ekran telewizora, wszystko to przez ciężkie wspomnienia, które wróciły po latach.

Do tego doszła jeszcze tragiczna historia z życia prywatnego. Po tym, jak żołnierze rezerwy zakończyli pracę w Czarnobylu, większość z nich wróciła do domów. Nagashibai Jusupov zamieszkał w Aktobe ze swoją żoną i dziećmi.

Bezskutecznie starał się o przydzielenie mieszkania. Przez blisko 10 lat czekał na własne lokum, po czym usunięto go z listy. Żył zatem w niewielkim pokoju akademickim wraz z całą swoją rodziną.

Nie wiadomo, jak doszło do sytuacji, w której Jusupov targnął się na swoje życie. Rodzina nie chce opowiadać o szczegółach tragedii, a śledczy nie udzielają mediom żadnych informacji.

Źródło: Dailymail.co.uk / NCzas.com

Co za wpadka! Raport ujawnił gdzie zlokalizowana jest broń atomowa USA w Europie

W opublikowanym w ostatnim czasie i później zredagowanym raporcie Zgromadzenia Parlamentarnego NATO najwyraźniej przez pomyłkę wskazano miejsca, w których rozmieszczona jest broń atomowa USA w Europie – pisze w środę „Washington Post”.

Wstępna wersja raportu zatytułowanego „Nowa era w odstraszaniu atomowym? Modernizacja, kontrola zbrojeń i sojusznicze siły nuklearne” została opublikowana w kwietniu. Raport, w którym omawiana jest przyszłość NATO-wskiej polityki odstraszania atomowego, został napisany przez kanadyjskiego senatora Josepha Daya dla Komisji Obrony i Bezpieczeństwa Zgromadzenia Parlamentarnego NATO – międzyparlamentarnej organizacji o charakterze konsultatywnym.

Jednak dopiero w ostatnich dniach europejska prasa zauważyła, że w dokumencie tym pojawia się krótki fragment, najwyraźniej wskazujący lokalizację ok. 150 amerykańskich bomb atomowych B-61 rozmieszczonych w Europie w ramach programu Nuclear Sharing.

Zgodnie z kopią raportu, opublikowaną we wtorek przez belgijski dziennik „De Morgen”, fragment ten brzmiał: „Bomby te są rozlokowane w sześciu bazach w USA i Europie – Kleine Brogel w Belgii, Buechel w Niemczech, Aviano i Ghedi-Torre we Włoszech, Volkel w Holandii i Incirlik w Turcji”. Informacji tej nie poparto żadnym źródłem.

W zeszłym tygodniu w internecie pojawiła się ostateczna wersja raportu, w której powyższy fragment zastąpiono ogólnym stwierdzeniem o europejskich sojusznikach używających samolotów zdolnych przenosić ładunki atomowe; jako kraje te wskazano Belgię, Niemcy, Włochy, Holandię i Turcję. Ustęp ten opatrzono odniesieniem do raportu amerykańskiej organizacji pozarządowej Nuclear Threat Initiative z 2018 roku.

Day tłumaczył później, że pierwsza wersja raportu była tylko szkicem i że może być zmieniana aż do zaprezentowania przez ZP NATO w listopadzie. „Wszystkie informacje wykorzystane w tym raporcie to materiały z ogólnie dostępnych źródeł” – przekonywał.

Cytowany przez „WP” i zastrzegający sobie anonimowość przedstawiciel NATO podkreślił z kolei, że „nie jest to oficjalny dokument NATO”.

Niektóre europejskie gazety uważają raport Daya za potwierdzenie wiedzy, która nieoficjalnie już dawno przestała być sekretem. „Wreszcie czarno na białym: w Belgii jest broń jądrowa USA” – pisał „De Morgen”, zaś holenderski nadawca RTL News ocenił, że „NATO ujawnia najgorzej strzeżony sekret Holandii”.

„WP” zwraca uwagę, że mniej lub bardziej jednoznaczne sygnały o lokalizacji amerykańskiej broni atomowej w Europie pojawiały się już wcześniej, np. w 2009 roku, gdy do wiadomości publicznej wyciekła depesza dyplomatyczna ówczesnego ambasadora USA w Niemczech, w której sugerował, że pojawiają się obawy co do możliwości przechowywania tej broni we wskazanych krajach.

Co do zasady USA ani ich europejscy sojusznicy nie wypowiadają się na temat miejsc rozlokowania amerykańskiego arsenału atomowego na Starym Kontynencie. Obecność tego rodzaju broni w krajach europejskich to „wynik porozumienia zawartego w latach 60. i pod wieloma względami relikt zimnej wojny, pomyślany nie tylko po to, by odstraszać wyposażony w broń nuklearną ZSRR, ale też przekonać kraje (europejskie), że nie potrzebują własnych programów broni atomowej” – wskazuje „WP”.

Ale czasy się zmieniły – podkreśla gazeta, dodając, że po nieudanym przewrocie wojskowym i późniejszych czystkach zarządzonych przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana analitycy zaczęli otwarcie kwestionować sensowność przechowywania w tym kraju broni atomowej USA.

Źródło: PAP

Czy widziałeś tego chłopaka? Tajemnicze zaginięcie 17-letniego Wojciecha Wawrzyniaka pod Wrocławiem

Ostatni raz nastolatka widziano w sobotę nad Zalewem Sulistrowickim niedaleko Wrocławia. Zalew został dokładnie przeczesany przez policję wodną, strażaków i WOPR, ale chłopaka nie odnaleziono.

O zaginięciu 17-latka z Sobótki poinformowała Fundacja ITAKA, która prowadzi jego poszukiwania. W sobotę 17-letni Wojciech przebywał nad Zalewem Sulistrowickim. Na brzegu znaleziono jego ubrania, telefon komórkowy oraz dokumenty.

Świadkowie twierdzą, że nastolatek wszedł do wody około godz. 17.00 i… zniknął (wroclaw.wyborcza.pl). Choć zalew został dokładnie przeczesany przez policję wodną, strażaków i WOPR, to Wojtka nie odnaleziono.

Wojciech Wawrzyniak ma ok. 190 cm wzrostu, piwne oczy i włosy koloru ciemny blond, waży 70-75 kg. Znaki szczególne: aparat ortodontyczny.

Źródło: Itaka

x